Okazało się jednak, że inny kolega chce się zaopatrzyć w książki dla żony, więc z ciekawości wybrałam się z nim do księgarni.
Na półkach króluje obecnie J.K. Rowling oraz Jo Nesbo.
Trafiłam na mnóstwo książek kucharskich, niestety z małą ilością przepisów lokalnych, tudzież angielskich w ogóle. Okładka jednej z książek idealne podsumowuje preferencje kulinarne Anglików i pokazuje, jaki mają stosunek do własnej "kuchni".
Niech żyje curry!
"Polski dla głupoli", czyli książka dla tych, którzy się zasiedzieli na wyspie i nie czują się już pewnie w ojczystej mowie.
A w środku same przydatne zwroty:
sproo-booy-chye sa-mee!
Ostatecznie kupiłam 3 pocztówki i książeczkę z dialektem Yorkshire. Przy okazji dowiedziałam się, że "Yorksher" oznacza bycie mądrym i wrażliwym. Och, jaka skromność :)
Po czym dzisiaj trafiłam na artykuł o dialektach, a tam na dzień dobry:
"Yorkshire to nie tylko największe w Anglii hrabstwo, którego mieszkańcy dumni ze swojego pochodzenia uchodzą za gorącokrwistych, ale również, jak okazało się całkiem niedawno charakterystyczny akcent, z jakim mówią mieszkańcy hrabstwa został uznany za najbardziej inteligentny."
Może jednak nie przesadzili z tą mądrością...



Izabelka, jeśli Twój kolega dalej chce zaopatrzyć żonę w książki to po nie warto wejść do jednego ze sklepu typu "Charity" - Oxfam, Red Cross itp. Tam znajdziecie nie tylko używane ciuchy, ale właśnie książki, kieliszki, pocztówki, biżuterię, torebki, szklanki i wiele, wiele innych rzeczy, które komuś zagracały dom,a w głównej mierze są nowe i niezniszczone. Za grosze (a w zasadzie pensy) można kupić naprawdę fajne rzeczy:) My znaleźliśmy kiedyś Władcę Pierścieni za funciaka. Kami
OdpowiedzUsuńW piątek robiliśmy rundkę po takich właśnie sklepach, bo szukaliśmy ciuchów na przebieraną grę, na którą zostaliśmy zaproszeni przez koleżankę z Anglii, więc dobrze wiem, o czym piszesz :) W tym jednak przypadku chodziło o konkretne książki w konkretnym wydaniu.
Usuń