…ale nie dla Anglików! “Sorry” to najczęściej słyszane
przeze mnie tutaj słówko, prawie tak samo często jak “Cheers” (nie, nie robimy
codziennie zakrapianych spotkań, Mężu, aj pramys :P) i „Thank you” (czasem „ta”
– coś, jak nasze „dzięki” ;-) ) Anglicy przepraszają wszystkich za wszystko.
Sama złapałam się ostatnio na tym, że przepraszam kogoś za to, że wpadł na mnie
na dworcu albo najechał wózkiem w sklepie. Tak na wszelki wypadek. Być może Brytyjczycy
też.
Na północy wyspy, mieszkańcy wydają się być bardzo
przyjacielscy i życzliwi. W Londynie natomiast czułam się jak na polskiej
ulicy, gdzie potrącanie się torbami jest raczej czymś „normalnym”. Żadnego tam "przepraszam", no bo bez przesady, nie ma czasu. Klimat
wielkiego miasta – pośpiech, pośpiech, pośpiech…
Do końca mojej przygody z Anglią zostało dziewięć dni.
Podtrzymajmy jeszcze ten klimat wyciszenia, zwolnionego tempa i relaksu…:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz