Po dotarciu do miasteczka Bingley, które znajduje się na zachód od Shipley, ruszyliśmy na pobliskie pagórki, na których ukrył się park St. Ives.
W tle widać Bingley, a kawałek w prawo, już za zielonym pagórkiem znajduje się Shipley.
Przez jakąś godzinę lub dłużej próbowaliśmy dotrzeć do Lady Blantyre`s Rock, miejsca, które znalazłam w Internecie i które wydało mi się warte zobaczenia, ale jak na złość nie mogliśmy tam trafić. Mam nieodparte wrażenie, że przez cały czas byliśmy bardzo blisko...
W końcu się poddaliśmy i ruszyliśmy do Cullingworth. Po drodze napotkałam na zapomnianą budkę telefoniczną:
A to już Cullingworth, miasteczko, które w lesie skrywa urokliwy wodospad:
Okazało się, że nie musieliśmy jechać aż do Ribblehead, by zobaczyć niezwykły wiadukt kolejowy (chociaż tam jest największy). Tak naprawdę, w naszej okolicy jest pełno takich wiaduktów.
Niestety, ładne widoki wymagają poświęceń...
Błotko... na pewno nie ostatnie w tym sezonie ;-)
A jak buty już się poddadzą i stwierdzą, że przechodzą na emeryturę, wykorzystam je tak, jak jeden z mieszkańców Harecroft:
A to wszystko widzieliśmy w bardzo bliskiej okolicy:
https://maps.google.com
Sześć godzin chodzenia po pagórkach dało naszej trójce nieźle w kość. Po dotarciu do Leeds oznajmiłam wszem i wobec, że niedzielę spędzam w łóżku i nigdzie się nie ruszam.
Prawie mi się udało...













Brak komentarzy:
Prześlij komentarz