sobota, 27 października 2012

Wizyta w księgarni

Dostałam jakiś czas temu od kolegi, którego wysłano do Francji, kupon zniżkowy na zakup książek w jednej z "sieciówek". Po przemyśleniu stwierdziłam, że w zasadzie w naszych EMPiK-ach bez problemu można znaleźć książki po angielsku, więc chyba nie ma sensu wozić dodatkowych kilogramów.
Okazało się jednak, że inny kolega chce się zaopatrzyć w książki dla żony, więc z ciekawości wybrałam się z nim do księgarni.
Na półkach króluje obecnie  J.K. Rowling oraz Jo Nesbo.
Trafiłam na mnóstwo książek kucharskich, niestety z małą ilością przepisów lokalnych, tudzież angielskich w ogóle. Okładka jednej z książek idealne podsumowuje preferencje kulinarne Anglików i pokazuje, jaki mają stosunek do własnej "kuchni".


Niech żyje curry!

Śmichy Chichy, a ja tu co widzę?

 "Polski dla głupoli", czyli książka dla tych, którzy się zasiedzieli na wyspie i nie czują się już pewnie w ojczystej mowie.
A w środku same przydatne zwroty:


sproo-booy-chye sa-mee!


Ostatecznie kupiłam 3 pocztówki i książeczkę z dialektem Yorkshire. Przy okazji dowiedziałam się, że  "Yorksher" oznacza bycie mądrym i wrażliwym. Och, jaka skromność :)

Po czym dzisiaj trafiłam na artykuł o dialektach, a tam na dzień dobry:


"Yorkshire to nie tylko największe w Anglii hrabstwo, którego mieszkańcy dumni ze swojego pochodzenia uchodzą za gorącokrwistych, ale również, jak okazało się całkiem niedawno charakterystyczny akcent, z jakim mówią mieszkańcy hrabstwa został uznany za najbardziej inteligentny."

Może jednak nie przesadzili z tą mądrością...








2 komentarze:

  1. Izabelka, jeśli Twój kolega dalej chce zaopatrzyć żonę w książki to po nie warto wejść do jednego ze sklepu typu "Charity" - Oxfam, Red Cross itp. Tam znajdziecie nie tylko używane ciuchy, ale właśnie książki, kieliszki, pocztówki, biżuterię, torebki, szklanki i wiele, wiele innych rzeczy, które komuś zagracały dom,a w głównej mierze są nowe i niezniszczone. Za grosze (a w zasadzie pensy) można kupić naprawdę fajne rzeczy:) My znaleźliśmy kiedyś Władcę Pierścieni za funciaka. Kami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W piątek robiliśmy rundkę po takich właśnie sklepach, bo szukaliśmy ciuchów na przebieraną grę, na którą zostaliśmy zaproszeni przez koleżankę z Anglii, więc dobrze wiem, o czym piszesz :) W tym jednak przypadku chodziło o konkretne książki w konkretnym wydaniu.

      Usuń