Mój Tata miał marzenie – zobaczyć miasto, w którym „buszowali”
chłopcy z The Beatles, przespacerować się po uliczkach, którymi niegdyś oni
sami spacerowali i poczuć magię tego miejsca
na własnej skórze. Muszę Wam się przyznać, że sama mam słabość do „bitelsiaków”.
Nasz dom od zawsze wypełniony był muzyką z lat sześćdziesiątych i
siedemdziesiątych, która mocno wpłynęła na moje upodobania muzyczne.
A tu proszę – wysłano mnie do Anglii, w miejsce oddalone
jedynie 2 godziny pociągiem od Liverpool`u! Nie można było nie wykorzystać tego
faktu! I tak oto, nieoczekiwanie, kolejny raz miałam okazję się przekonać, że
marzenia, nieważne jak bardzo śmiałe, po prostu się spełniają.
Zanim zabiorę Was w fotograficzną podróż po Liverpool`u,
muszę się do czegoś przyznać. Zupełnie inaczej wyobrażałam sobie to miasto.
Kojarzyło mi się raczej z małym, portowym miasteczkiem. Nigdy nie przeglądałam
zdjęć w Internecie, żeby nie zepsuć sobie mojej idealnej wizji… To, co
zobaczyłam, nie dość, że doszczętnie zburzyło moje wyobrażenia, to w dodatku
kompletnie mnie oczarowało…
Chinatown
Liverpool's Anglican Cathedral - największa w UK i piąta na świecie
Małe, portowe miasteczko... Taa....
Hard Days Nigh Hotel - hotel w całości inspirowany Słynną Cwórką
John Lennon przy siostrzanej wersji Cavern Club, miejsca, w którym The Beatles
stawiało swoje pierwsze kroki.
Tutaj znajduje się pierwszy pomnik poświęcony The Beatles, ufundowany przez fanów zespołu. Jeśli się przyjrzycie, zauważycie, że panowie są lekko "wybrakowani" ;-)
Superlambanana, czyli pomnik ku przestrodze, by nie bawić się modyfikacją genetyczną zwierząt i roślin oraz ku pamięci, gdyż w dawnych czasach w Liverpool`owych dokach najpopularniejszym towarem ładunkowym były owce i banany.
Jeszcze do mnie nie dociera, że BYŁAM w Liverpool`u... Sądzę, że mojemu Tacie też trochę zajmie uświadomienie sobie, że NAPRAWDĘ był w Anglii, widział Mathew Street i że trzeba zaktualizować listę marzeń :)
Uważajcie, o czym marzycie, bo może się spełnić! I niech się spełnia... :)
Uważajcie, o czym marzycie, bo może się spełnić! I niech się spełnia... :)




















Odkryłaś przede mną nowe-urocze zakątki Liverpoolu :) Kami
OdpowiedzUsuń