środa, 24 października 2012

Londyn

Kiedyś uważałam, że Warszawa to zatłoczone miasto, z ogromną ilością drapaczy chmur wciśniętych pomiędzy zabytki stolicy. Dopiero niedawno, przy okazji wizyty w warszawskim biurze naszej firmy, odkryłam urokliwą stronę tego miasta.
Londyn to dla mnie taka Warszawa razy... miliard albo i więcej. Praktycznie cały nasz spacer po stolicy spędziliśmy przeciskając się między tłumem turystów, studentów i mieszkańców. Do tego trafiliśmy na jakąś gigantyczną demonstrację pod Big Benem, więc pierwsze chwile w stolicy Zjednoczonego Królestwa nie były zbyt przyjemne. Im jednak bardziej zbliżaliśmy się w okolice Buckingham Palace, tym spokojniej robiło się wokół nas i można było wziąć głębszy oddech.
Zdjęcia Londynu widzieliście już pewnie nieskończoną ilość razy, ale i tak zapraszam do spojrzenia na Londynek Zdrój oczami Izy Wu (i Parentsów Be :)).




















 W tle fontanna ku pamięci Księżnej Diany, na terenie Hyde Park

 Royal Albert Hall 


Dopiero na sam koniec naszej wycieczki, kiedy już opuszczaliśmy Londyn w ciepłym autokarze, deszcz postanowił nam przypomnieć, gdzie jesteśmy i żebyśmy docenili, że przez cały dzień się powstrzymywał przed atakiem :)

A dzisiaj w ramach bonusu muzycznego, mój ukochany zespół, który pochodzi właśnie z Londynu. Na jesienną pluchę:



 



2 komentarze:

  1. Widzę, że zwiedzanie było naprawdę bardzo intensywne, bo naprawdę dużo widzieliście w tak krótkim czasie. Ach...ja mam sentyment do tego miasta i zazdroszczę Ci, że mogłaś choć trochę poczuć jego atmosferę. To jest metropolia, ale kompletnie przeze mnie nie kojarzona z Warszawą mimo, że bilion razy większa - zupełnie inny klimat niż w Warszawie mimo, że są tam tłumy ludzi.
    Jak byliśmy pod Big Benem 4 lata temu to też ktoś protestował i koczował w namiotach. My z kolei trafiliśmy pierwszego dnia pobytu w Londynie na Trafalgar Square na kibicowski pochód... Polaków - ach nasi cudowni rodacy:)

    Ps. Fajne ujęcia niektórych miejsc udało Ci się złapać aparatem
    Kami

    OdpowiedzUsuń
  2. Zrobiliśmy z rodzicami małe podsumowanie trasy i wyszło nam, że w osiem godzin przedreptaliśmy ponad 20km! I chyba bardziej zmęczył nas tłum ludzi, niż pokonany dystans, bo następnego dnia jakby nigdy nic, moi rodzice wyprzedzili mnie w biegu do pociągu do Yorku! :)

    OdpowiedzUsuń