poniedziałek, 29 października 2012

Angielski humor





Uwielbiam, ba! kocham wręcz angielski humor!
W zasadzie, obserwując życie wyspiarzy i to, co ich otacza, nie mam najmniejszych wątpliwości, skąd u nich takie, a nie inne poczucie humoru. Na „poważnie” nie dałoby się tego ogarnąć – wszechobecny i zaskakujący deszcz z wiatrem, mdłe i tłuste jedzenie,  herbata z mlekiem przegryzana kanapkami z ogórkiem… Nic tylko siąść i płakać.
A Anglicy jednak nie usiedli i nie zapłakali nad swoim losem, tylko wyrobili w sobie cudowny dystans do wszystkiego. Absurd, ironia, dowcipy sytuacyjne, dwuznaczności i niedopowiedzenia – tak można mniej więcej określić kwintesencję angielskiego poczucia humoru.

Benny Hill, Monty Python czy Mr. Bean byli częstymi gośćmi w naszym  rodzinnym „salonie”, gdy zasiadaliśmy do wspólnego posiłku albo spędzaliśmy leniwe popołudnie przed telewizorem.  Kiedy byłam mała, najbardziej docierał do mnie Benek i Jaś i chyba właśnie dzięki nim odkryłam magię dowcipów sytuacyjnych. 

Żarciki i delikatneuszczypliwości  przychodzą Anglikom z taką łatwością, że czasem aż im zazdroszczę. Są mistrzami niedopowiedzeń i świetnie dobranych słów do okoliczności.  Bardzo mi się podobała opowieść kolegi, gdy wracał pociągiem z pracy i nagle pociąg stanął w szczerym polu. I tak sobie stał z pół godziny, po czym ruszył. Nagle pojawił się konduktor i powiedział: „Mieliśmy mały problem techniczny, ale wszystko jest OK. Staliśmy krótko, więc i przeprosiny będą krótkie. Sorry”.  I poszedł :)
Z własnych doświadczeń mogę Wam przytoczyć historię z podróży do Londynu, gdy o 7:15 wsiedliśmy do autokaru, autokar ruszył, a kierowca sympatycznym głosem powitał zaspanych podróżnych tekstem: „Dzień dobry wszystkim. Witam w autokarze do Manchesteru, będziemy na miejscu za godzinę.” W autokarze zapadła cisza, a na twarzach pasażerów pojawiła się lekka niepewność (na mojej, jako  znanej pierdoły, trochę większa :D), po czym padło słynne „Just kidding” i dało się usłyszeć zbiorowe odetchnięcie z ulgą.
W biurze klienta co chwilę można usłyszeć chichot albo zabarwione humorem teksty. Ostatnio mój sprzęt postanowił mi nieco podokuczać i co chwilę się resetował. Na ratunek przybył tutejszy programista. Usiadł i co chwilę rzucał jakimiś złośliwościami w stronę sprzętu typu: „Boshhh, jesteś tak szybki jak sparaliżowany ślimak… „ :-) 

Czasami mam wrażenie, że w jednym z poprzednich wcieleń musiałam być mieszkanką wyspy, bo czuję się tutaj niezwykle dobrze i bezpiecznie, a humor angielski jest mi tak bliski, że często pozwalam sobie na dowcipkowanie z tubylcami, pomimo ograniczonego zasobu słownictwa ;)
Oczywiście, nie wszystko mnie śmieszy. Czasami, gdy oglądam telewizję, zwłaszcza brytyjskie reklamy, muszę się głęboko zastanowić, czy to, co zobaczyłam, miało być zabawne i co autor miał na myśli, bo poziom absurdu przerasta moje możliwości.

Z przyjemnością za to oglądam Top Gear w oryginale. Zdecydowanie lepiej ogląda mi się ten program bez polskiego lektora, gdzie nie zawsze wszystko można przetłumaczyć i oddać klimat sytuacji. A do tego jeszcze często przewijają się ujęcia miejsc czy ulic, które widziałam na własne oczy i zupełnie inaczej odbieram przekazywane mi treści. 

A skoro mowa o angielskim humorze, podsyłam Wam tutaj  zawsze rozbrajający mnie skecz :)

Jeśli Was nie rozśmieszy, nie martwcie się. Nie każdy musi mieć "skill`a" :)


1 komentarz:

  1. ja tez lubie angielski humor ....albo angielskie komedie ;)tysiac razy ogladalam Absolutely Fabulous czy Keeping Up Appearances ...poprawiaja mi humor jak mam dolek :)
    Pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń