Pamiętacie, jak wczoraj wspomniałam, że przecieka mi sufit?
Wtedy wyglądał tak:
Od czasu do czasu coś sobie kapnęło, ale bez szału, czasem nawet zapominałam, że mam nieszczelny sufit.
A dosłownie przed chwilą zrobiło się, o, takie "cuś":
Zgarnęłam jeden wazon z salonu, drugi przytuliłam od sąsiadów i mam teraz koncert na dziurę i pęknięcie w suficie... Teraz na pewno nie zapomnę, że mi kapie nie tylko za oknem... I w dodatku wazony dosyć szybko napełniają się deszczówką...
Napisałam do administratorki budynku, czy istnieje szansa naprawienia tego na dniach albo wypożyczenia łódki i wiosła. Od razu dostałam odpowiedź, że już jutro ktoś tu zajrzy i postara się uporać z problemem, a na razie niech sobie Iza podłoży ręcznik pod dziurę. Uświadomiłam panią, że ręcznik nie podołałby wyzwaniu, ale jednocześnie uspokoiłam ją, że mam wysokie łóżko i że powinnam do rana przetrwać.
Powinnam.
Pogoda daje się we znaki, nie ukrywam. Codziennie, w drodze do i z pracy, przechodzę przez mostek nad rzeką Aire i dzisiaj, zerkając na jej poziom, poczułam lekki niepokój... Muszę przyznać, że dopiero teraz mam okazję przekonać się, jak to jest z tą typową angielską pogodą. Od niedzieli cały czas leje. CAŁY.CZAS.
Od razu skojarzyło mi się to z pocztówką, którą zauważyłam podczas jednego z wypadów do sklepu:
True, true...
Nic to! Parasol jest, kozaczki są, płaszcz z kapturem obecny, zatem sezon jesienny na WYSPIE uważam za rozpoczęty!
MOKRANOC




Izaaaaaaaaaaa co u Ciebie, napisz coś, to już ponad tydzień bez notki :D sprawdzam codziennie :):) buziaki !!
OdpowiedzUsuń