Wiem, wiem, to zabrzmi głupio, ale pomimo tego, że mieszkam
w Leeds od dwóch tygodni, nie miałam jeszcze czasu na wyjście z domu i zwykłe przespacerowanie
się po mieście.. Moje wędrówki ograniczały się do
tej pory do wizyt w Tesco i dotarcia na stację.
W ten weekend miałam dużo czasu na nadrobienie zaległości.
Pierwsze wrażenie, jakie odniosłam, przemykając po ulicach Leeds, było:
"Jej, ale to miasto jest... ściśnięte". Nowoczesne budynki przytulają
się do pozostałościach z poprzednich wieków, do tego jeszcze budowane są
centra handlowe, które są wręcz wciskane w każdą wolną przestrzeń. Jest
CIASNO. I jednocześnie bardzo ładnie.
Zresztą, sami zobaczcie:
Widok na Leeds od południowej strony (mój apartament mieści się niedaleko tego wysokiego budynku
z lewej)
Briggate - coś a`la łódzka Pietryna, królestwo "szopoholików"
A na Briggate są Leeds Arcades - piękne arkady, które nie pozwalają człowiekowi przejść obojętnie.
Coś pięknego.
Świątynia dla każdego. Nieważne, jakiego jesteś wyznania - tutaj wszyscy bogowie mieszkają
pod jednym dachem.
Leeds Town Hall, czyli ratusz
A to już prawie pod apartamentem.Wspominałam już, że moja okolica jest bardzo... tęczowa? :)












Brak komentarzy:
Prześlij komentarz