wtorek, 18 września 2012

Fairy Tale...



Ci, którzy znają mnie choć trochę, wiedzą, że jestem nieco postrzelona.
Mało jednak kto wie, że bliski memu sercu jest magiczny świat natury, wróżek i elfów…
Wierzę też, że nic się nie dzieje bez powodu.

Kilka lat temu  w telewizji można było obejrzeć film „Fairy tale: A true story”. Fabuła prosta i przyjemna, generalnie skupiająca się na tym, jak dwóm dziewczynkom udało się zrobić zdjęcie wróżkom mieszkającym w pobliskim lesie i co z tego wyniknęło. Nie udało mi się go wtedy obejrzeć i strasznie żałowałam, bo lubię takie historie.
Aż tu w sobotni poranek, w ramach leniuchowania, postanowiłam włączyć sobie jakiś przyjemny film na „dzień dobry”. Odpaliłam YouTube i … jedną z pierwszych propozycji  okazał się być właśnie ten film! 

Szczęśliwa, usiadłam wygodniej, włączyłam „Play” i … moją uwagę przykuł opis umieszczony pod filmem. Otóż okazało się, że to, co początkowo brałam za czystą filmową fikcję, opiera się na prawdziwej historii z 1917 roku, kiedy to dwie kuzynki, Elsie Wright i Frances Griffiths upierały się, że udało im się uwiecznić na zdjęciach prawdziwe wróżki. Sam sir Arthur Conan Doyle, ojciec i matka słynnego Sherlocka Holmes`a, zainspirowany tymi zdjęciami, napisał w 1921 roku „The coming of Fairies”. 

A oto te słynne fotografie, które wywołały naprawdę spore zamieszanie na początku XX wieku:




 Zdjęcia znalezione na Wikipedii

 (Pierwsze cztery wywołały na mojej buzi uśmiech, bo przecież na pierwszy rzut oka owe "wróżki" wyglądają jak namalowane, ale piąte zdjęcie... ? Jak myślicie? :))


Czytam dalej, a tam jest napisane, że zdjęcia zostały zrobione w Cottingley, w Anglii. Z ciekawości sprawdziłam, gdzie znajduje się to miasteczko i… szczęka mi opadła. Cottingley, proszę Państa, leży 20 minut spacerem od miejsca mojej pracy…
Oczywiście, następnego dnia spakowałam się, na dworcu w sklepie zaliczyłam swoją pierwszą pogawędkę o pogodzie, dojechałam pociągiem do Saltaire i ruszyłam na spotkanie z magicznym Cottingley. 

Znacie powiedzenie, że nie liczy się cel podróży, lecz sama podróż?
To ja muszę stwierdzić, że moja podróż była naprawdę… magiczna.

Zdążyłam wysiąść z pociągu i od razu natrafiłam na czary:










Załapałam się na ostatni dzień festiwalu w Saltaire (takie „Dni Tomaszowa” w bardzo poszerzonej wersji :) ).

































A tak wyglądała moja podróż do Cottingley i sam pobyt w miasteczku:


 Po kilku nieudanych próbach zmieszczenia na jednej fotografii mojej głowy i nazwy miasteczka, postanowiłam uwiecznić swoją skromną osobę w inny sposób :)


 Znalazłam wróżki!






 Miejsce okazało się zaiste magiczne. Nawet dobrze znany mi język polski okazał się być dla mnie niezrozumiały...




Wydawało mi się, że ze względu na tę historię, miasteczko będzie bardziej... "wróżkowe", że na każdym kroku spotkam jakieś nawiązania do słynnej historii, ale jedynym nawiązaniem okazała się być konstrukcja, którą mogliście zobaczyć na zdjęciu z podpisem "znalazłam wróżki!". Próbowałam dotrzeć do wodospadu, przy który dziewczynki spędzały najwięcej czasu, ale w sieci nie znalazłam szczegółów, gdzie go szukać, więc zdałam się na znajomość topografii "tubylców". Niestety, napotkany mieszkaniec, miły pan po trzydziestce, z córeczką w wózku, przyznał się z rumieńcem na twarzy, że nie ma pojęcia, gdzie jest wodospad, choć mieszka tu od urodzenia. O wróżkach słyszał, ale nawet nie widział filmu i choćby chciał, nie jest w stanie mi pomóc. 

Idąc tak sobie wzdłuż drogi, napawałam się urokiem miejsca i myślałam o Elsie i Frances, które na pewien czas wywróciły ludzkie światopoglądy do góry nogami, dały nadzieję tym, którzy - jak one - wierzyli w magię, w baśniowe istoty i pragnęli poczuć namiastkę tego świata... 

Zastanawiam się, czy te zdjęcia miały jakiś związek z "Piotrusiem Panem", który przecież za sprawą J.M.Barrie`go pojawił się na deskach teatru już w 1904 roku, a jako wydanie w 1911 roku? W tym czasie Elsie miała 10 lat, a Frances dopiero 4... Czy historia o chłopcu i jego wróżce Dzwoneczku miała jakiś wpływ na kuzynki?

Po latach dziewczyny przyznały, że te zdjęcia to mistyfikacja, ale wydaje mi się, że kryje się za tym tajemnica, szczególnie przez to ostatnie zdjęcie, które wydaje się być wyjątkowe i różniące się od pozostałych czterech.



A może... naprawdę spotkały wróżki, elfy, gnomy? 

A Wy? Wierzycie w czary?




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz