poniedziałek, 24 września 2012

Jesień...

Po prawie sześciu tygodniach na wyspie, udało mi się w końcu spędzić weekend w Polsce. Przez cały ten czas była cudowna pogoda, że aż żal było lecieć...
Wszystko jednak co dobre... i tak dalej.

Na pożegnanie machały do mnie same Tatry...





Potem było niebiesko, niebiesko, biało, biało, biało, szaro, szaro szaro, buro... i na lotnisku Leeds Bradford przywitała mnie późna jesień (prawie zima), mimo, że lot trwał tylko 2 godziny z hakiem...
 Przez chwilę Polska wydała mi się magicznym, gorącym, egzotycznym krajem.

A potem człapu człapu, chlapu chlapu w deszczu na przystanek autobusowy. To był mój pierwszy przejazd autobusem w Anglii (niestety, nie był piętrowy :( ). Przyzwyczajona do punktualnych odjazdów pociągu, ucieszyłam się, że według rozkładu jazdy już za chwilę wsiądę do ciepłego pojazdu. A tu figa z makiem - im bardziej wyglądałam na autobus, tym bardziej go nie było. Przyjechał dopiero po prawie godzinie...


A dzisiaj dla odmiany zaskoczyła mnie kolej. Po pracy zrobiłam szybkie zakupy i z wywieszonym jęzorem, kupą reklamówek w jednej i parasolką w drugiej ręce (dalej pada, a jak! Jak jesień, to pełną kałużą!), pognałam na dworzec, żeby złapać pociąg, który według rozkładu powinien być za jakieś 6 minut. Udało się! Wbiegłam na peron, spojrzałam na tablicę, a tam informacja, że pociąg dobrze wie, że Soukauski jest na zakupach, że strasznie pada, a po co to biegać na deszczu jak można postać i że w związku z tym przyjedzie 20 minut później.

Obserwując machinę kolejową na wyspie stwierdzam, że chyba tylko deszcz jest w stanie skutecznie rozregulować jej trybiki. Kiedy jest pochmurno, ale bez kropel, wszystkie pociągi mieszczą się w granicach 3 minut opóźnienia. Wystarczy jednak trochę wody z nieba i od razu z głośników co chwilę słychać:"We are sorry to announce that taki a taki train is delayed albo cancelled". Nie dziwię się... Czasami potrafi tak przylać, że w niektórych miejscach ziemia osuwa się niespodziewanie i zostawia wiszące smutno w powietrzu fragmenty torowisk.

Dobrze, że do pracy mam "tylko" 4 godziny piechotą... :)




                                                 (zgaduj zgadula, gdzie stoi Więckula :) )




P.S. A propos deszczu - właśnie odkryłam, że sufit w sypialni przecieka...

Jesień, kurku...mać.


2 komentarze:

  1. Jeeeeeee!...sień... W Polszy ma jej podobno w tym roku nie być, tylko od razu ma przyśnieżyć, ciekawe co z tego będzie. Mam nadzieję, że wypoczęłaś przez te parę dni :) Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na wypoczynek nie miałam czasu! Grafik był tak napięty, że do dzisiaj mam zakwasy :)
      A co do pogody w Polsce, to ja za to słyszałam, że ma nie być jesieni, tylko z okazji końca świata będzie dłuższe lato :P
      A tu ciągle pada... Codziennie przechodzę przez mostek, pod którym do tej pory leniwie płynęła sobie rzeka Aire. Dzisiaj jej poziom nieco mnie przeraził... Jak tak dalej pójdzie, załapię się na spływ do pracy :)

      Usuń