...a jak nie dosłyszą, to polska
głowa od razu dorzuci coś od siebie.
Pierwszego dnia w pracy, gdy dostałam swoje biurko, podszedł
do mnie tutejszy manager i wypowiedział kilka słów. Jedyne, co zrozumiałam, to
„Fire…x”. Skoro siedziałam przed laptopem, to wytłumaczyłam sobie, że pewnie
chce, żebym odpaliła Firefoxa. Prościzna. Odpalam, zadowolona z siebie zerkam
na managera, a jego... nie było, jak w opowieści Mariolki kabaretu
Paranienormalni. Ujrzałam tylko jego oddalające się plecy i coś mnie tknęło,
żeby za nimi podążać, choć zaczęłam się zastanawiać, po co mi każe odpalać
Firefoxa i sobie idzie. Po chwili wszystko się wyjaśniło: „Fire…x” okazało się
być niczym innym jak wycieczką po biurze i zapoznaniu się ze wszystkimi możliwymi
wyjściami z budynku na wypadek pożaru ( „Fire Exits” ). Się zna te języki, nie?
Przyznając się do tego zdarzenia kolegom, od razu otrzymałam
garść opowieści o podobnych sytuacjach w ich wykonaniu.
Najbardziej spodobała mi się historia amsterdamska, kiedy to
nasz kolega miał załatwić u recepcjonisty tymczasowego badge`a
(plakietkę) dla siebie i drugiego kolegi:
„Hello, I`m
from Poland and I need a temporary bitches”...
Potejto, potato, jak to mówią u nas w firmie.
Zresztą, pobyt tutaj ma najwidoczniej wpływ również na myślenie po polsku.
Tego samego dnia, po mojej „firefoxowej” historii, nadszedł wieczór i
odwiedziny u kolegów. Zgadało się na temat gór, tatrzańskich szlaków itd.
Przyznałam się, że strasznie tęsknię za polskimi górami i szkoda, że w
tym roku ominie mnie sezon wędrowniczy. Jeden z kolegów, słysząc to, uśmiechnął
się szeroko i powiedział w tonie chwalącego się przedszkolaka:
- A ja byłem w tym roku w Tatrach i nawet wszedłem na
Giewonta i na ten drugi… Wichrowy Świerk.
Nastąpiła lekka konsternacja. Tyle lat jeżdżę w Tatry, a
nigdy nie słyszałam o Wichrowym Świerku.
- Jesteś pewien, że tak się nazywał ten szczyt? – zapytałam
i od razu dodałam – może chodziło Ci o Czerwone Wierchy?
- Nie, nie, przecież wiem, na co wchodziłem. To znany
szczyt, dojeżdża tam nawet kolejka.
- Kasprowy Wierch?
- No, no, ten właśnie.
Potejto, potato…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz